piątek, 20 stycznia 2017

O Holender!

Zapewne wiecie, że jedną z najdziwniejszych rzeczy, jakie zostawił po sobie Janusz Christa, była tekturowa teczka z napisem "śmietnik", po brzegi wypełniona jego nieznanymi rysunkami. Było w niej także trochę szkiców, które kompletnie do niczego nie pasowały, np. zagadkowy obrazek przedstawiający misia i liska (tzn. teraz już wiemy, że to nie był lisek, ale kiedyś tak nam się skojarzyło, chyba za sprawą "Placida i Muzo"). Podejrzewaliśmy nawet, że to jakaś przymiarka do niezrealizowanej kreskówki. Sprawa wydawała się nie do rozwikłania, więc w końcu o niej zapomnieliśmy.


I pewnie nadal żylibyśmy w błogiej nieświadomości, gdyby nie Maciek Kur, który rok temu pokazał nam fanpage z rysunkami holenderskiego komiksiarza Martena Toondera. Uwagę Maćka zwrócił niebywały kunszt rysownika i jego eklektyczny styl, będący wypadkową Disneya, style atome i XIX-wiecznej karykatury angielskiej. Miejscami bardzo to przypomina kreskę Janusza Christy, który też był post-disnejowcem i też czerpał inspiracje z bardzo różnych źródeł.


Moją uwagę zwróciły natomiast postacie - te same, które Christa próbował przerysować na swoim tajemniczym szkicu ze "śmietnika". Okazało się, że miś nazywał się Olivier B. Bommel (w skrócie Heer Bommel, czyli pan Bommel), a kotek, którego mylnie wzięliśmy za liska, to niejaki Tom Poes. Obaj zaś byli bohaterami komiksu, a właściwie prakomiksu, uznawanego na zachodzie Europy za kultowy, a w Polsce zupełnie nieznanego (czyżby?).

"Tom Poes" wystartował w marcu 1941 r. na łamach dziennika "De Telegraaf", gdzie akurat zwolniło się miejsce po Myszce Miki, zakazanej przez niemieckie władze okupacyjne. Po roku Merten Toonder miał już własne, kilkuosobowe studio graficzne, które pod koniec wojny stało się przykrywką dla konspiracyjnej drukarni. Przygody duetu Bommel & Poes wróciły na łamy prasy w 1946 r., i to aż w dwóch wersjach: w dziennikach ukazywały się bez dymków, a w tygodnikach z dymkami. Przedruki wychodziły także po angielsku jako "Tom Puss", po francusku jako "Tom Pouce", po niemiecku jako "Tom Pfiffig", po duńsku, fińsku itd.


Skoro Janusz Christa szkicował Toma Poesa, to znaczy, że w jakiś sposób udało mu się zdobyć komiksy zza żelaznej kurtyny. Tylko w jaki? Albo kupił je w KMPiK-u, czyli Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki (jak francuskiego "Vaillanta"), albo od jakiegoś marynarza. Trochę światła rzucił na tę sprawę Łamignat, który doznał olśnienia i przypomniał sobie, że w szpargałach po Chriście widział coś podobnego, a nawet to sfotografował. I rzeczywiście, na zdjęciach uwieczniły się wycinki z brytyjskiego tygodnika "Leader Magazine" z 1947 r., poukładane na scenariuszu "Festiwalu czarownic".


A teraz przyjrzyjcie się ostatniemu kadrowi historyjki z "Leader Magazine". Jest tam taki zabawny wąsacz we fraku i sztuczkowych spodniach, niejaki Wonderdokter. Czy to przypadkiem nie po nim Profesor Kosmosik odziedziczył swoje staroświeckie ubranie? Zdaje się, że Christa posklejał Kosmosika nie z dwóch elementów, jak dotąd sądziliśmy, ale z trzech: strój wziął od Martena Toondera, twarz od Ramona Monzona, a imię z tygodnika "Przygoda".

"Tom Poes en de
wonderdokter", 1947
Pierwsze ujęcie Profesora
Kosmosika, 1959
Ostatnie ujęcie Profesora
Kosmosika, 1972

W zanadrzu mam jeszcze kilka takich bommelowo-kajkoszowych kwiatków, ale opowiem o nich w następnych postach, a tymczasem wróćmy do Holandii. W roku 1954 Toonder jako pierwszy komiksiarz został przyjęty do Niderlandzkiego Związku Literatów MNL. Sam też chyba bardziej czuł się pisarzo-ilustratorem i nigdy nie przestawił się na dymki. Do końca kariery wolał tworzyć historyjki obrazkowe z podpisami, zaś "normalne" komiksy z dymkami zostawiał pracownikom swojego studia. Od połowy lat 60. podobno już tylko pisał scenariusze, otwierał nowe serie i czasem nakładał tusz na "Toma Poesa". Jednocześnie tematyka jego historyjek stawała się coraz bardziej mroczna i poważna. Widać to zwłaszcza w społeczno-politycznej serii "Koning Hollewijn" (1954-1971), stworzonej wspólnie z synem Eiso.


Największe dzieło Toondera, czyli "Tom Poes", ukazywało się w archaicznej, prakomiksowej formie aż do 1986 r. (!), co jest ewenementem na skalę światową. Obok publikacji prasowych seria od początku miała mnóstwo wydań zeszytowych i albumowych. Poniżej przedstawiam kilka z nich z lat: 1945, 1948, 1951 (tygodnik), 1979 i 2014. Ten ostatni album ("Tom Poes en de Pas-kaart") to zarazem pierwsza nowa historia z tego uniwersum, stworzona po przejściu Toondera na emeryturę. Jest to autorski komiks Dicka Mateny, który w latach 1960-1968 pracował w studiu Toondera, a polskim czytelnikom znany jest głównie ze scenariuszy "Storma". Matena to w ogóle nasz człowiek, twórca kajkoszowo-asteriksowych serii "Grote Pyr" (wspominaliśmy o niej) i "De Argonautjes".


A na koniec mam dla Was zupełnie niesamowity polski akcent. Oto bombki z bohaterami "Toma Poesa", zaprojektowane parę miesięcy temu dla wydawnictwa Cliché przez... Grzegorza Kupca, autora figurek "Kajko i Kokosz". Proponuję potraktować to jako wróżbę rychłego pojawienia się któregoś z komiksów Toondera na polskim rynku, czego Wam i sobie serdecznie życzę.

___________
Lektura uzupełniająca:
- Toonder Compagnie BV - strona oficjalna
- "Van Tom Poes tot de Bommelsaga" - Literatuurmuseum
- Marten Toonder Verzamelaars Club - strona fanowska
- "Toondertijd" - fanzin (archiwum 1, 2, 3)
- De Bommel Schatkamer - strona fanowska
- De makers van de Tom Poes dagstrip - blog fanowski
- "Stripgeschiedenis: Marten Toonder" - Lambiek Comiclopedia
- Uitgeverij Cliché - strona oficjalna wydawnictwa
- Museum de Bommelzolder - strona oficjalna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.