wtorek, 24 stycznia 2017

Kotek Tom i pan Bimbo

Sytuacja jest dynamiczna. W piątek pisałem, że komiksy Martena Toondera są w Polsce kompletnie nieznane, a już w niedzielę nieoceniony Adam Rusek wyprowadził mnie z błędu. Okazuje się, że Janusz Christa wcale nie musiał namawiać marynarzy do przemytu odcinków "Toma Poesa" z zagranicy. Wystarczyło, że poszedł do kiosku i kupił sobie "Dziennik Bałtycki". Dokładnie tak! Dwie opowiastki o kotku Tomie (Tom Poes) i panu Bimbo (Heer Bommel) ukazały się latem 1948 r. w "Rejsach" - niedzielnym dodatku do popularnej gdańskiej gazety. Były to kolejno: "Tom Poes op het eiland van Grim, Gram en Grom" i "Tom Poes en de zieke hertog". W tej samej kolejności drukował je amsterdamski dziennik "De Telegraaf" w 1942 r. (nr 9 i 10 w chronologii serii).

Pierwsze wydania zeszytowe, 1947.

W polskiej wersji historyjki nosiły tytuły: "Kotek Tom i Wyspa Olbrzymów" oraz "Kotek Tom i chory książę". W odróżnieniu od zagranicznych komiksów np. ze "Świata Przygód", odcinki nie były kalkowane przez polskich grafików, tylko zwyczajnie fotografowane z holenderskich gazet. Odbiło się to fatalnie na jakości druku - do tego stopnia, że w niektórych miejscach - zwłaszcza na początku - ledwo widać o co chodzi na rysunkach. Nazwisko autora oczywiście nigdzie się nie pojawiło, zgodnie z panującym wówczas w Polsce zwyczajem.


Pierwsza historyjka ("Rejsy" 25-29/1948) została skrócona z 28 do 14 pasków, prawdopodobnie dlatego, że redakcja nie miała wszystkich odcinków z wydania holenderskiego. Pojawiły się więc różne dziwaczne cięcia, poprzestawiane kadry itp. Druga opowieść ("Rejsy" 31-39/1948) była już prawie kompletna, pominięto tylko 1 z 28 odcinków, żeby dzieliło się na 3.

Oryginalny odcinek "Kotka Toma i Wyspy Olbrzymów" - plansza u góry po lewej stronie.

Swoją drogą, jakość holenderskiej poligrafii też nie powalała na kolana, więc nie dziwota, że reprodukcje w "Dzienniku Bałtyckim" wyszły marnie. Nie sądzę jednak, żeby dla gdańskich dzieciaków stanowiło to jakiś problem. Z pewnością nie przeszkadzały im też redakcyjne skróty albo niewyrobiona kreska Toondera, która dopiero po wojnie osiągnęła poziom mistrzowski. Na tle krajowych produkcyjniaków i tak było to arcydzieło sztuki komiksowej. Pamiętajmy zresztą, że mówimy o serii, która cieszyła się wtedy ogromną popularnością w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Szwecji. Dlaczego więc w Polsce miałoby być inaczej?

Krajowa alternatywa dla "Toma Poesa", "Rejsy" lipiec 1949 - maj 1950.

Gdy "Tom Poes" ukazywał się w "Dzienniku Bałtyckim", Janusz Christa miał 14 lat i na tyle już znał się na komiksach, że na pewno rozpoznał wielkość Toondera. Świadczą o tym choćby historyjki z angielskiej gazety, które trzymał przez całe życie razem z rocznikami "Vaillanta". A może wcale nie skończyło się na tych paru wycinkach i jednym szkicu? Może uda nam się znaleźć coś jeszcze... Może okaże się, że to nie Arnal, Gire ani Cézard, ale właśnie Toonder miał największy wpływ na jego twórczość. Szczerze mówiąc, fajnie byłoby odkryć, że Christa świadomie dobierał sobie mistrzów, a nie łapczywie rzucał się na każdy zagraniczny komiks, jaki akurat wpadł mu w ręce.

PS. Adam Rusek znalazł jeszcze jeden przedruk "Toma Poesa"... w katowickim "Wieczorze". Napiszę o nim jak tylko zeskanuję parę odcinków w Bibliotece Narodowej.
_____________
Lektura uzupełniająca:
- "Rejsy" (1946–1950) - Gdańska Biblioteka Cyfrowa
- "Tom Poes op het eiland van Grim, Gram en Grom" - archiwum cyfrowe Delpher
- "Tom Poes en de zieke hertog" - archiwum cyfrowe Delpher

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.